Główna » 2018 » Lipiec » 20 » Nigdy nie wiesz...
3:41 PM
Nigdy nie wiesz...

OczyNa blogu dość długa przerwa. Nie, nie zapomniałem o nim. Trochę działo się w moim życiu przez ten czas. Nie zawsze dobrego. Miał tu być już inny wpis, ale jest ten. To po kolei...

W kwietniu poznałem ciekawą dziewczynę. Pierwsze spotkanie, ot, takie sobie. Miłe, bez większego szału, pozytywne, wymiana uprzejmości z umówieniem się na kolejne spotkanie, ale pewności, że ono będzie nie miałem. W międzyczasie mieliśmy kontakt - umiarkowany, sympatyczny. Faktycznie doszło do kolejnego spotkania i jeszcze następnego. Muszę przyznać, że z każdym spotkaniem znajomość nabierała takiego pozytywnego wymiaru, nawet magii. Umówiliśmy się na majówkę, spędziliśmy ją wspólnie, kilka dni, a magia nabierała na sile. Dużo rozmawialiśmy, znaleźliśmy wspólny język, mieliśmy mnóstwo wspólnych zainteresowań. Tak zupełnie na marginesie, była dokładnie taka, jak opis na blogu – kogo szukam – ale zorientowałem się o tym dopiero po czasie. Tak przyszedł czerwiec, sielanka trwała. Planowaliśmy wspólne wakacje, wycieczkę do Petersburga, wypad na Mazury i dużo innych rzeczy.

Zbliżał się koniec czerwca. Wybrałem się na krótką przejażdżkę motocyklową. Wolność, wiatr we włosach, jazda w najlepsze. W pewnym momencie mijam roboty drogowe, skrzyżowanie, zakręt, prędkość znikoma i … leżę. Właściwie to bardziej motocykl mnie przewrócił niż ja jego. Na pierwszy rzut oka nic mi się nie stało, zdążyłem go jeszcze nawet zatankować. Po chwili czuję pewien ból w barku, coraz bardziej nasilający się i wyczuwalną odstającą kość. Udałem się do szpitala. Diagnoza – konieczna operacja i półtorej miesiąca druty w środku. Nie mogłem w to uwierzyć. Ja? Który nigdy jako pacjent nie był w szpitalu, który nic nie miał złamane/zwichnięte. To niemożliwe! A jednak... Nigdy nie wiesz, co Cię spotka.

Muszę przyznać, że owa dziewczyna, była przez ten trudny okres przy mnie. Jako, że mieszkaliśmy kawałek od siebie, chciała wziąć urlop i spędzić czas ze mną. Pierwsze dni były dla mnie bardzo trudne – nawet podstawowe czynności sprawiały mnóstwo kłopotu. We mnie ból mieszał się ze szczęściem. Ból oczywiście zdrowotny, a szczęście, że ktoś taki obok mnie jest. Raz aż popłakałem się – ze szczęścia. Rosło przekonanie, że się zakochałem, że znalazłem. Siedziałem już nawet nad ostatnim wpisem na bloga o takim właśnie tytule – „Znalazłem”.

Spędzaliśmy jeden z kolejnych weekendów i powiedziała do mnie w pewnym momencie, iż ona uważa, że Ziemia jest płaska, a nie kulista. W pierwszych chwilach wziąłem to za żart/kawał/kalambur i uśmiechnąłem się. Jednak po kilku minutach, gdy jej twarz była poważna, a sypać zaczęła (pseudo)argumentami zasiało to we mnie pierwsze niepokoje. Dalej mimo to dopytywałem, czy mnie wkręca, czy jestem w ukrytej kamerze? Dyskusja przeciągnęła się do około 2-3 godzin i w jej czasie osłupiałem. Mówiła zupełnie serio, a jej argumenty były z kapelusza... Twierdziła, że Ziemia ma kształt talerza, a Antarktyda jest dookoła tego talerza. Zaprzeczała teoriom Kopernika i podstawowym prawom fizyki, matematyki, geografii i optyki. To był dla mnie jakiś szok. Nie chodziło o sam wniosek, ale też o jej argumenty, rozumowanie, składanie faktów w całość, w ogóle o sposób dyskusji. Kwestionowała wszystko co jest tylko możliwe. Jej głównym źródłami wiedzy na ten temat były filmiki z YouTuba (oczywiście te spiskowe) i jakiś „szaman Maciej” - kolega. Jakby coś w nią wstąpiło. Oczy wyskakiwały mi z orbit. Przyznam, że dało mi to dużo do myślenia na jej temat. Nigdy nie wiesz czym Cię ktoś zaskoczy i co myśli.

Kilka dni temu, jakoś przypadkiem komputer/klawiatura podpowiedziały mi portal, na którym z ową dziewczyną się poznaliśmy. Kliknąłem w niego pierwszy raz od kilku miesięcy. Przewinąłem kilka stron i … zdębiałem. Zobaczyłem jej zupełnie nowy profil na tym portalu. Kilka nowych zdjęć, cudowny/długi opis – jak bardzo czeka na tego wymarzonego przez siebie dżentelmena.

Od razu napisałem do niej – o co chodzi. Jej argumentacja była iście podobna do tej, jakoby Ziemia miała kształt talerza, a wszystkim w dodatku obwiniła mnie.

W pierwszy dzień po, było mi jakoś smutno, czułem zawód, inaczej sobie to wyobrażałem, nie tak to miało wyglądać. Jednak w drugi już dzień i po drugiej większej dyskusji z nią i jej podobnych argumentach, jak te, że Ziemia jest płaska, czuję ulgę. Lepiej dowiedzieć się o czymś wcześniej niż później – szczególnie o tym co wychodzi gdzieś z głębi człowieka. Musisz zjeść z kimś beczkę soli, żeby go poznać – tyczy się to głównie związków. Nigdy nie wiesz co Cię czeka w życiu, nigdy nie wiesz czego można się po kim spodziewać. A póki co, dalej Facet Szuka Żony.

 

 

 

Wyświetleń: 3952 | Dodał: Młody | Rating: 5.0/1
Liczba wszystkich komentarzy: 6
0 Spam
6 G.   [Wpis]
To sie zbieraj do zdrowia bo Ci jeszcze fajne laski przelecą koło nosa ;)

0 Spam
5 Marcin   [Wpis]
Jakoś idzie, powoli, powoli wracam do zdrowia. Niestety na randkowanie nie za bardzo pozwala :/

0 Spam
4 Gaba   [Wpis]
Istnieją ludzie i taborety.. :o

A jak idzie teraz? Randkujesz z kimś? Kontuzja pozwala Ci normalnie funkcjonować?

Pozdrawiam

0 Spam
3 młoda   [Wpis]
Masakra.. słyszałam o tych ludziach, ale też myślałam, że to żart :/ Co do związków, z życia widzę, że ogarnięte kobiety są zaręczone/wychodzą za mąż w dość młodym wieku. Mi się poszczęściło bo narzeczony traktuje mnie jakbym była ideałem, a to jego czyni jeszcze bardziej doskonałym :P a jesteśmy zwykłymi ludźmi, nadzwyczajnymi tylko dla siebie nawzajem :)

0 Spam
2 marta   [Wpis]
Rozumiem Cię doskonale. Mieszanka ulgi z rozczarowaniem, bo jednak miałeś nadzieje na coś więcej. Ja ciągle szukam, chociaż już znalazłam. Po kilku latach uświadomiłam sobie, że zakochałam się z niepozornym, dużo niższym (jestem wysoka), chuderlawym koledze. Mieliśmy dobry kontakt, jak pisaliśmy o gadaliśmy to godzinami. Kiedy mnie olśniło, zrozumiałam jego wcześniejsze zachowania w stosunku do mnie... i zaczełam działać...było już za późno. Od 2 miesięcy ma dziewczynę. Dowiedziałam się nie od niego (uciął wszelkie kontakty), a jakże z facebook'a. Kiedy zobaczyłam ich wspólne zdjęcie serce pękło mi na pół. Przyjeźniliśmy się 10 lat, od 4 lat go kocham. To jest straszne, bo nie potrafie o nim zapomnieć i nie potrafię ułożyć sobie życia z innym facetem. Liczę na to, że czas leczy rany. Może to i lepiej, że uciął kontakt, chociaż to takie bolesne po tylu latach, pstryk i tak o. Koniec.

Wiadomość- śmieć (spam) została ukryta. Pokaż
0 Spam
1 Indiana   [Wpis]
Wniosek nasuwa się sam. Nasze wyobrażenia o kimś nie są obietnicami tej osoby składanymi właśnie nam.

Imię *:
Email *:
Kod *:

"Proste rozwiązania są zawsze najlepsze"

"Jeśli coś robić, to z sercem!"

"Każdy jest kowalem swojego losu"

"Zycie to sztuka wyboru"

"Nic nie dzieje się bez przyczyny"

"Myślenie nie boli"